czwartek, 1 maja 2014

Dzień idealny...

...istnieje.
Przeżyłam właśnie takie dwa dni pod rząd!

Posiłek 5 razy dziennie, dużo wody, trening, zero kawy, słodyczy... i 100% satysfakcji.

Nie oszukujmy się - takich dni jest mało. Żyjąc w biegu, przeskakując między kilkoma miejscami dziennie, nie jest to łatwe. Ale w pełni możliwe! :)

Zachęcam Was serdecznie do przeżycia Idealnego Dnia.
Zobaczycie, jak fantastycznie będziecie się czuć nie "oszukując" ani szukając drogi na skróty. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego, niż w pełni wykonany plan. Świadomość, że dzisiejszy dzień był wykorzystany w 100%, nie mając sobie nic do zarzucenia. Tyczy się to wszystkich dziedzin życia, zatem zdrowego odżywiania i fitnessu również jak najbardziej.

Dzisiaj Święto Pracy. Zamierzam je spędzić tak, jak nazwa nakazuje - pracując! Rano trening, po południu pracujemy intelektualnie: Centrum Sztuki Współczesnej, a wieczorem pracuję umysłowo - kiedyś trzeba w końcu zacząć robić testy do certyfikatów językowych :)

Z okazji dzisiejszego święta życzę Wam dużej ilości energii, zapału i zadowolenia z tego, co robicie w życiu.

Buziaki,
Marta

Wyzwanie: DotrzyMAJ!

Wczoraj wreszcie zakończyłam pracę nad moją pracą licencjacką (HURRAAA!) i mogłam skupić się na czymkolwiek innym niż wyżej wspomnianej wybitnie mało wartościowej pisaninie. Przejrzałam swój treningowy kalendarz i podliczyłam dni, w które ćwiczyłam - i w kwietniu, i w marcu doliczyłam się 13 dni treningowych (nie wliczam do tego salsy, które - powiedzmy sobie szczerze, na moim marnym poziomie nie jest wielkim wysiłkiem). To 43% dni. To za mało, zdecydowanie za mało. ZA MAŁO!

(nie powiem, święta miały w tym swój mały udział. Malutki.)

Im mniej ubrań trzeba zakładać na siebie przed wyjściem z domu, tym bardziej uświadamiam sobie, że wakacje i sezon basenowy coraz bliżej! Gwoli lekkiej motywacji rzucam sobie wyzwanie. Chcę ćwiczyć 5 razy w tygodniu, w tym większość poza domem. W praktyce będzie to oznaczać 23 treningi. Odsetek 75%. To lubię! Spodziewajcie się cotygodniowej relacji przy okazji innych notek.



W drugiej połowie maja planuję też tydzień z Cassey i jej Lean Out Mini Meal Plan. Będzie ciężko, ale zżera mnie ciekawość, jakie będą efekty. A może zacznę od tego poniedziałku...?

(Jak już mowa o Cassey i Blogilates, marzy, absolutnie MARZY mi się jej detoksowa butla na wodę! Czy ona nie wygląda po prostu rewelacyjnie? Już dawno wykupiłabym połowę jej sklepu, ale przy tak wysokich opłatach za przesyłkę za granicę jest to po prostu bez sensu, cena wzrasta o połowę...
(widział ktoś gdzieś takie butelki w Polsce?)

DotrzyMAJ ze mną wyzwania! :)

Buziaki,
Marta

wtorek, 29 kwietnia 2014

Katastrofa!

Wiem... od 9 dni żadnego wpisu, zero znaków życia, jednym słowem - nic.
Jest mi z tego powodu bardzo przykro i smutno, bo chciałabym pisać tu tak często, jak się da.
Odpowiedzią na pytanie, które jest wołaniem niemych na pustyni w przypadku tego bloga jest: praca licencjacka.
Termin oddania wypada we środę. 
If you know what I mean.

OBIECUJĘ, że po 30.04 wrócę ze zdwojoną, a tam, zpięcioną siłą!

A tymczasem - lecę do społecznej odpowiedzialności biznesu.

Wrócę i sprawdzę, jak tam trzymacie się po świętach!

Marta

niedziela, 20 kwietnia 2014

Brace yourselves, Wielkanoc is coming! 5 sposobów, jak przytyć tylko troszkę w te święta

W przeciwieństwie do poprzedniego roku mamy pogodę-cud, słoneczko świeci, świat budzi się do życia i inne takie... Jest cudnie!

Przynajmniej na zewnątrz. Ja od 2 dni czuję się trochę jak na froncie wojennym, zaciekle broniąc się przed gigantycznymi porcjami i dokładkami, które z uporem maniaka serwuje nam moja babcia. Szkoda, że przed świętami nie zrobiłam sobie bluzki z napisem "Nie, dziękuję" - przynajmniej stanę się mistrzem asertywności.

To chyba typowe dla ludzi, którzy na co dzień mają ustalony plan żywieniowy - nieważne z jakich względów. Nie zamierzam jednak rezygnować z ulubionych zapiekanych jajek czy arcytrudnego w wykonaniu piernika spod ławy. Złoty środek? Przepis w pięciu krokach poniżej.

1. Wyznawaj zasadę "ŻP" - żreć połowę. Albo ćwierć. Dzięki temu spróbujesz wszystkiego, nie urażając gospodarzy ani nie rezygnując z ulubionych łakoci. Jeśli ktoś bardzo nalega, grzecznie powiedz, że nie masz już siły - zauważyłam, że wspominanie o zdrowym żywieniu na nikogo nie działa i spotyka się z reakcją pt. "oj tam oj tam".

2. Wybieraj zdrowsze alternatywy. Zamiast majonezu polecam tzatziki, zamiast tłustych ciast - na przykład bananowca (skład: banany i galaretka, zdjęcie poniżej) - zdecydowany hit tej Wielkanocy! Z kolei moja kochana ciocia zrobiła absolutnie rewelacyjnego zapiekanego bakłażana z kozim serem, a moja wege-mama - kotlety z fasoli w wersji deluxe. Pycha!


3. Pij dużo wody! Święta nie zwalniają z obowiązku picia dużej ilości wody, a już szczególnie, jeśli chlupniemy sobie coś mocniejszego. Woda pomoże uporać się z olbrzymią (w porównaniu do pozaświątecznego trybu życia) ilością dań i przysmaków, a poza tym zapełni żołądek i może łatwiej będzie uniknąć wsunięcia dodatkowego kawałka ciasta...

4. Ruszaj się, ile wlezie! Do kościoła na piechotkę, między posiłkami spacerki, baw się w berka z rodzeństwem - wszystko, by się nie zasiedzieć przy stole. Najlepiej ruszać się spędzając czas z najbliższymi - rzadko kiedy jest ku temu okazja!

5. Nie stresuj się! Jeśli ruszasz się regularnie i nie pobijesz rekordu w ilości zjedzonych kawałków sernika, to nie ma czego się obawiać. Lepiej skupić się na ważniejszych rzeczach - rodzinie, świątecznej atmosferze... na martwienie się figurą przyjdzie czas później :)

A na koniec pochwalę się moją wielkosobotnią tartą, wyszła wybitnie uroczo i pysznie!


WESOŁYCH ŚWIĄT!

Buziaki,
Marta

środa, 16 kwietnia 2014

Jaglanka z poranka

Wczoraj rano postanowiłam po raz pierwszy samodzielnie zrobić tzw. "jaglankę", czyli kaszę jaglaną z dodatkami. Mama będzie dumna! ;)

Dodałam bakalie, orzechy, miód, mus jabłkowy, kardamon i cynamon. Ważne, żeby jednym z wybranych przez nas składników był wytwór dżemopodobny - daje dobrą konsystencję całej "papce" :) Gdybym miała pod ręką rodzynki, jagody goji, daktyle, figi, to też bym je dorzuciła. Zamiast musu jabłkowego można dodać ulubiony dżem babci (z tym, że wtedy kalorie idą w górę, nie ma zmiłuj)! Można też wrzucić podprażone pestki dyni lub słonecznika, ale osobiście nie lubię, kiedy mi coś chrzęści w jaglance.

Chciałabym też podkreślić istotność kardamonu i cynamonu w tym przepisie. Cynamonu można nie żałować, kardamonu dajemy 1/3 łyżeczki, bo jest dość mocny - przynajmniej mój, bo całkiem niedawno zmielony. Jaglanka pachnie wtedy obłędnie!

Mi jaglanka najbardziej smakuje z łyżką jogurtu. Niby oczywiste, a jednak to napiszę - pamiętajcie, żeby jaglankę jeść na ciepło :) Jaglanka poniżej jest zrobiona z 1 szklanki kaszy (takiej po nutelli. Od razu mówię, że nie moja! Moi współlokatorzy to nutellożercy ;) ). Tak przygotowana jaglanka wystarczyła mi na wczorajsze i dzisiejsze śniadanie.

Sparzone wcześniej morele + orzechy w misce

Do tego kasza jaglana, mus jabłkowy i przyprawy :)
Jaglanka + jogurt = pełnia szczęścia z rana! (nie wygląda to zbyt pięknie z tej perspektywy, ale zapewniam, że jest pysznie!)

Jeśli chodzi o samo gotowanie kaszy jaglanej, to polecam stosować się do opisu na opakowaniu. Zazwyczaj na 1 szklankę kaszy należy dodać 2 szklanki wody (moja mama mówi, że nawet trochę mniej, a z kolei w Internetach zaleca się nawet 2,5!), ale gdy ją wczoraj robiłam, musiałam cały czas dolewać. Kasza gotuje się ok. 15 minut, potem należy ją zestawić nie odkrywając pokrywki i dać jej trochę czasu, żeby "odpoczęła" i wchłonęła wodę. Jeśli podczas gotowania widzicie, że wody jest za mało, warto jest mieć czajnik z gorącą wodą pod ręką, żeby uzupełnić braki.

Lubimy kaszę jaglaną za:
- słodkości z rana
- lekkostrawność
- odkwaszanie organizmu
- wspomaganie pracy jelita grubego
- dostarczanie mnóstwa energii, której potrzebujemy rano
- potas, wapń, żelazo
- białko!


Zdrowo i OM NOM NOM!


Buziaki,
Marta